I to miłością gorącą jak ogień. Czekali na ten moment bardzo długo – niektórzy jak Klaus Schwab i Jane Fonda – całe dziesięciolecia. Nic więc dziwnego, że publicznie określili pandemię jako niepowtarzalna szansa na wprowadzenie na całym świecie swojego ukochanego komunizmu. 

Oczywiście ikony lewicy nie używają wprost słowa komunizm.  Zwłaszcza politycy jak Biden i Trudeau wiedzą, że poza centralą komunistycznej międzynarodówki, słowo to wywołuje smród i większość osób krzywi się słysząc je w pobliżu.  Nikt nie chce popełnić takiego faux pas przy stole. Stąd też mówią o nowym porządku świata lub wielkim resecie.  Zresztą czyż nie brzmi to pięknie: nowe, czyli lepsze. Dużo lepsze.

Ale w istocie chodzi o tę samą, starą czerwoną zarazę. A zatem w pierwszej kolejności o to, aby „ludz­ko­ści obrzy­dli­wie róż­no­rod­nej (…) dać je­den kształt” jak opisał komunizm niezapomniany Zbigniew Herbert.  Nie każdy ma jednak ochotę, wzorem mitycznego Damastesa z wiersza Herberta przycinać za wysokich i rozciągać za niskich. 

Ale dlaczego nie założyć wszystkim masek? Ha! O tym, nie pomyślał nawet przebiegły Damastes. Krew się nie leje, a wszyscy tacy sami! Jak pochodzą parę lat w maskach, przyzwyczają się, że wyglądają tak samo. Wtedy zrównanie ich w innych aspektach przebiegnie sprawniej i mniej boleśnie, nie będzie trzeba obcinać za długich kończyn.

A nic tak nie równa ludzi jak zasobność portfela. Dlatego wszyscy mają być równie biedni. Aby to osiągnąć, wykorzystują pandemię i pod jej pretekstem zakazują działalności małym lokalnym firmom.  Chodzi nie tylko o zabranie klasie średniej pieniędzy, ale przede wszystkim o to, żeby wzmocnić wielkie korporacje jakie od dawna już kontrolują sferę światopoglądową. Ideologię, w myśl której zatrudnia się do pracy zweryfikowanych ludzi, a zatrudnionych zmusza do zaakceptowania ideologii nowego porządku świata.

W komunizmie nie może przecież być tak, żeby Krzysiek prowadził kawiarnię.  Nie wiadomo bowiem czy Krzysiek przypadkiem nie chodzi do kościoła, a na dodatek może nie chcieć wywiesić tęczowej flagi. Dlatego Krzysiek zamiast prowadzić własną kawiarenkę, jaką musiał zamknąć „przez Covida” będzie teraz sprzedawał kawę w fast food i, na polecenie szefa, z obawy przed utrata pracy, tęczową flagę wywiesi zgodnie z poleceniem.

W efekcie Krzysiek, biednie bo biednie, ale jakoś tam będzie żył. 

Takich Krzyśków jest sporo i są groźni – dzięki swojej pomysłowości i inicjatywie mogliby zrobić pieniądze, rozkręcić interesy, zyskać sławę, rozgłos i zacząć wpływać na masy.  Kształtować świat według swoich poglądów i zamierzeń.  To wywróciłoby komunizm.  Krzyśki muszą więc pracować u pracodawcy sprawdzonego, ustawionego po linii udziałowców wielkich korporacji, ludzi wykreślających kierunek na New Economy Forum Michaela Bloomberga lub na zebraniach Grupy Bilderberga. 

A w tym sprawdzonym towarzystwie nikt nie wyrwie się z pomysłem świętowania jakiegoś przestarzałego chrzecijanskiego obrządku, wszyscy zgodnie pomachają tęczowymi chorągiewkami.

Właśnie dlatego Krzysiek, z całą tą swoją klasą średnią, jest największym niebezpieczeństwem dla wprowadzenia komunizmu. Ideologie Marksa uda się jednak wdrożyć, jeżeli Krzysiek i jego koledzy zubożeją na tyle, aby nie przyszło im do głowy zakradnie własnych firm.  Dzięki zastosowaniu drakońskich restrykcji covidowych, nie tylko Krzysiek, ale też Jarek i Paweł, nim przyjdzie im do głowy po raz kolejny uruchomienie zakładu fryzjerskiego lub cukierni, dwa raz zastanowią się czy nie lepiej pracować za gorsze w MacDonaldzie lub, jeżeli nie lubią zapachu starego tłuszczu, w jakiejś firmie audytowej. Ewentualnie mogą sprzedawać lekarstwa big pharmy za parę złotych więcej. Wtedy będą mogli nawet nosić krawat i myśleć, że należą do elity.

W celu ostatecznego wybicia im z głowy prowadzenia własnej firmy, podniesie się odpowiednio podatki. A pieniądze z podatków średniej klasy państwo natychmiast przeleje do portfeli ludzi najbiedniejszych.  Da im się tyle, aby można było zamarkować troskę o biednych, i na tyle, żeby biedni poczuli lekki zastrzyk gotówki, ale tak mało, aby przypadkiem nie zostali klasa średnią i … pomyśleli o własnej firmie.

Pod pozorem pandemii trwa więc intensywna likwidacja klasy średniej.  Jednocześnie powiększa się strefę faktycznego ubóstwa, czyli grupę ludzi, którzy straciwszy już wszelką nadzieję na powodzenie, nigdy nie ośmielą się działać na własną rękę, zawsze pozostaną posłuszni władzy – jak wykastrowany niewolnik – i niezmiennie zagłosują na rząd obiecujący większe ochłapy. Aby żyło się lepiej. W ubóstwie.

No, za wyjątkiem elit rzecz jasna. Elit, jakie wspólnie z Komunistyczna Partią Chin, zgodzą się wprowadzać komunizm, zarabiając na tym krocie. 

Subscribe
Notify of
guest
0 Comments
Inline Feedbacks
View all comments